Kolekcja muzealnych rozmiarów na sprzedaż

Fan Tolkiena ze Szwajcarii postanowił sprzedać swoją zbieraną przez 17 lat kolekcję replik uzbrojenia w skali 1:1 z filmów „Władca Pierścieni” i „Hobbit”. Zestaw 85 przedmiotów można nabyć na platformie eBay za 1,7 milionów dolarów.

Czytaj dalej

Zegarek, smok i stary motocykl

Wczoraj pisaliśmy o tym, jak to śródziemne smoki przegrały z Aragornem w kategorii „dinozaur”. To dziś dla równowagi kategoria, gdzie Aragorn, czy może nawet bardziej Éomer, mieliby spore szanse, ale wygrał Smaug. Historia jest taka: francuski warsztat Panache, prowadzony przez motocyklowych zapaleńców: Charlesa i Enzo, zabrał się za przebudowę motoru Yamaha XS360 z 1977 roku. Ich poprzednie dzieło, też XS360, zyskało miano Falkora, smoka z „Niekończącej się opowieści”, także i nowe dzieło potrzebowało smoczego imienia – wybrano właśnie Smauga. Teraz spróbujcie sobie wyobrazić taki smoczy motor: motyw płomieni, dodatkowe rury wydechowe, wysadzany klejnotami, z luką w pancerzu w okolicach baku… jeżeli w tę stronę poszły Wasze wyobrażenia, to jest to błąd. Bo o ile Smaug jest patronem, to inspiracją dla wyglądu był zegarek, konkretniej Rolex Daytona 16523 Zenith Phase Two. Przy czym pomysł na konkretnego smoka przyszedł po koncepcji wizualnej – mechanicy szukali stwora, który jest inteligentny, dziki i wizualnie olśniewający. Wybór był oczywisty. Czym Smaug różni się od zwykłego motoru Yamaha XS360? Lista jest całkiem długa, zacznijmy od wagi mniejszej o 23 kilogramy (150 kg), potem jest przemalowany silnik, światła LED, cylinder Brembo i inne detale, do opisania których jednak lepiej mieć jakąkolwiek wiedzę o motocyklach. Kluczowe szczegóły są takie, że prace trwały 550 godzin, oraz że motor już został sprzedany, trafił do Niemiec. Jest też szansa na to, że smocza seria będzie dłuższa, bo są jeszcze przynajmniej dwa pojazdy w trakcie prac – czy rzeczywiście dalej będą to gady i czy pojawi się jeszcze jakiś ze Śródziemia, czas pokaże.

Smaug z warsztatu Panache

Źródła:
https://www.panachecustoms.com/smaug
https://robbreport.com/motors/motorcycles/this-custom-yamaha-was-inspired-by-a-rolex-watch-and-named-after-a-dragon-2912776/

Elessaurus gondwanoccidens, nowo odkryty dinozaur

Świetne wieści z frontu nazewnictwa paleontologicznego. Na listę stworzeń nazwanych na podstawie dzieł Tolkiena trafia kolejne. Tym razem jest to dinozaur, choć skoro poruszać będziemy się w taksonomii, trzeba doprecyzować, że jest to nieptasi dinozaur. Mogły od razu nasunąć się na myśl smoki, świetnie nadające się na patronów olbrzymich gadów. Zaszczytu dostąpił jednak Aragorn, a dinozaur o którym mowa to Elessaurus gondwanoccidens (uwaga: to nie gondoroccidens, a gondwanoccidens, od superkontynentu Gondwany).

Naukowcy: Tiane M. De-Oliveira, Felipe L. Pinheiro, Átila Augusto Stock Da-Rosa, Sérgio Dias-Da-Silva, Leonardo Kerber w opublikowanej 8 kwietnia pracy opisują odkrytego przez siebie dinozaura, na pozostałości którego natrafili w Ameryce Południowej, w brazylijskiej formacji Sanga do Cabral, datowanej na trias dolny (ok. 250 milionów lat temu). Nowy gatunek to na razie jedyny przedstawiciel gromady Elessaurus, być może spokrewnionej z rodziną Tanystropheidae. Trzeba też doprecyzować, że choć Elessar to królewskie imię Aragorna, naukowcy nie dopatrzyli się w gadzie szczególnie władczych cech, ani też elfio-kamiennych. By odpowiedzieć sobie „dlaczego Aragorn?”, trzeba spojrzeć na inne przydomki, konkretniej na Łazika (Obieżyświata, jak to woli) czy wręcz Długonogiego. Bo ze względu na długie kończyny wybrano patrona dla jaszczurki. Bo raczej o jaszczurce tu mowa (choć jest spora szansa specjaliści od taksonomii oprotestują użycie słowa „jaszczurka”), nie o wielkim, majestatycznym gadzie, królu Gondwany i Arnwany.

Wyobrażenie Elessaurusa gondwanoccidensa, autor: Márcio L. Castro (Wikimedia Commons)

Źródło: https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0230890

Opuszczony Hobbiton w Kalifornii

W naszym logo widnieje hasło „aktualności tolkienowskie”. Dziś w drastyczny sposób odbiegniemy od tego hasła, bo będzie o czasach zamierzchłych i historii dawno już nieaktualnej. Choć tolkienowskiej – tej części będziemy się trzymać. Gdzieś wśród licznych facebookowych stron tolkienowskich wypłynął niedawno pewien link, do kilkuletniego już artykułu opisującego pewno miejsce. Jest w tym miejscu coś intrygującego, zwłaszcza teraz, gdy minęło jeszcze trochę czasu, więc warto się tym podzielić. Przenieśmy się do Stanów Zjednoczonych, do Kalifornii. Mieści się tam światowej sławy trasy turystyczna Avenue of the Giants, gdzie można podziwiać olbrzymie sekwoje. A gdzieś tam w jej okolicach, w Phillipsville, może wciąż wskazywany przez jakieś znaki, mieści się Hobbiton. Powstał w połowie lat 70 XX wieku, w czasach, gdy jedynym sposobem, by poznać „Hobbita” lub „Władcę Pierścieni” było przeczytanie tych książek (nie do końca prawda, był już czechosłowacki film „Hobbit” z 1966, ale prawdopodobnie nie rozbudził zamiłowania Tolkienem u wielu). Czym był ten Hobbiton? To park rozrywki, a raczej około półmilowa trasa spacerowa, przedstawiająca przygodę Bilba Bagginsa: od wizyty Gandalfa w Shire, przez spotkanie z pająkami do starcia ze Smaugiem. Przygotowano kilka smajali czy młyna, rozstawiono cementowe figury przedstawiające postaci z książek (ponoć z wyjątkowo nieudanym Aragornem czy Gollumem) i głośniki wyjaśniające przedstawianą scenę. Całość funkcjonowała do 2009 roku, prawie doczekawszy się filmowych „Hobbitów” Petera Jacksona, a potem w niewyjaśnionych okolicznościach została zamknięta. Ale pozostałości trasy dalej tam są, przynajmniej częściowo – wciąż stoją smajale, przy nich Gandalf, a mapa Thróra wskazuje drogę do skarbu. Wiele elementów zostało już rozebranych, nie można już nabyć biletów w kasach w sklepie z pamiątkami. Zaś całość stopniowo zagarnia przyroda. I gdzieś nasuwają się pytania, czy przy obecnym patrzeniu na prawa autorskie, własność intelektualną czy przeróżne licencje, podobny park mógłby dalej działać bez bacznego obserwowania przez rzesze prawników? I co za kilka czy kilkanaście lat pomyśli sobie wędrowiec nieświadom tej historii, gdy nagle wpadnie na Gandalfa wśród drzew porastających ogród Bilba Bagginsa?

Hobbiton, USA, fotografia: Brenna

Źródła:
https://www.onlyinyourstate.com/northern-california/hobbiton-park-ca-usa/
https://www.atlasobscura.com/places/hobbiton-usa

Uwaga: Pierścień Jedyny wrócił do prawowitego właściciela!

Nie wszyscy muszą znać książki Tolkiena. Nie wszyscy muszą znać filmy na podstawie tych książek. I tak naprawdę nie wszyscy muszą kojarzyć nawet najbardziej charakterystyczne elementy tej opowieści. Nawet jeżeli pracują w angielskiej policji. Choć trzeba liczyć się z konsekwencjami. Pod koniec stycznia policjanci z North Yorkshire zamieścili na swoim profilu na Facebooku ogłoszenie, że poszukują właściciela „charakterystycznego srebrnego pierścienia”, który w lutym 2019 roku odzyskali ze złodziejskiego łupu. Na załączonym zdjęciu znalazł się pierścień będący kopią Pierścienia Jedynego – może materiał nie ten (srebro zamiast złota), może napisy były wygrawerowane zamiast ujawniać się po wrzuceniu do ognia, ale dla fanów nie było wątpliwości – to Pierścień Jedyny i zamiast szukać właściciela, by oddać mu zgubę, należy wrzucić go w ognie Góry Przeznaczenia. O czym nie omieszkali poinformować policjantów, dodając, że pierścień ma swą własną wolę i powinni być ostrożni. Oryginalna wiadomość została udostępniona ponad 75 tysięcy razy, zbierając przy tym 55 tysięcy komentarzy w ten czy inny sposób nawiązujących do „Władcy Pierścieni”. Nie zabrakło oczywiście „One does not simply walk into Mordor”. Ostatecznie wiadomość dotarła do około 12 milionów ludzi. Historia znalazła szczęśliwe zakończenie, bo dzięki nagłośnieniu akcji w ten niecodzienny sposób, Mike Taylor, właściciel pierścienia, odzyskał podarowany mu przez siostrę skarb, który przywiozła mu z Nowej Zelandii. Zaś policjanci przyznali, że muszą nadrobić zaległości filmowe. A całą sprawę zamknęło zdjęcie, na którym detektyw konstabl Pete Wilson wręcza pierścień właścicielowi – uwadze miłośników Tolkiena nie uszło to, że Mike Taylor był wyraźnie niższy od policjanta. I że policjant wykazał się wyjątkowo silną wolną, oddając skarb własnowolnie. Natychmiast też zaczęto organizować Drużynę Pierścienia, oferując swoje miecze, łuki i topory, by wspomóc Mike’a Taylora w wyprawie, która niechybnie teraz nastąpi.

„Charakterystyczny srebrny pierścień”

Źródła:
https://www.facebook.com/NorthYorkshirePolice/posts/10157690884851070
https://www.bbc.com/news/uk-england-york-north-yorkshire-51311739
https://www.bbc.com/news/uk-england-york-north-yorkshire-51370006

Dachówka ozdobiona przez Alana Lee na aukcji ratującej dach kina Curzon

Kino Curzon w Clevedon niedaleko Bristolu to jedno z najstarszych działających kin na świecie, które od początku zostały zaprojektowane jako kina. Zostało otwarte w 1912 roku, kilka dni po katastrofie Titanica, zaś pierwsze seanse miały na celu wspomożenie ofiar. Oczywiście, przez 107 lat budynek wymagał różnego typu renowacji. Teraz niezbędna jest wymiana dachu. Aby pokryć koszt remontu, postanowiono sprzedać na aukcjach oryginalne dachówki z 1920 roku, wykonane przez firmę Sidney Keen Brickworks. Jednak zanim wystawiono je na sprzedaż, oddano je w ręce artystów. I tak oto rozpoczęła się akcja Art on the Tiles. 39 artystów, zarówno lokalnych jak i znanych na świecie, narysowało coś na dachówkach lub w inny sposób je ozdobiło, najczęściej z motywem filmowym. I oczywiście, musi się pojawić tolkienowski wątek – jedną z nich przygotował Alan Lee, czołowy ilustrator tolkienowski. Choć jego praca, „Forest Dwellers”, nie jest wprost deklarowana jako tolkienowska, to na własne potrzeby można w niej szukać elfich motywów. Dla osób pragnących bardziej bezpośrednich nawiązań do „Władcy Pierścieni”, jest też praca „Flame of Udun” Verity Filipow, przedstawiająca Balroga z filmów Petera Jacksona. I pewnie nic też nie stoi na przeszkodzie, by pracę „Gold, Glorious Gold!” Clarissy C. James uznać za inspirowaną Smaugiem (choć ta smoczyca to Cordelia). Zaś z całkiem nietolkienowskich, choć też wartych wspomnienia artystów, jest też Nick Park, autor serii filmów animowanych „Wallace i Gromit”, który narysował na jednej z dachówek właśnie Wallace’a i Gromita. Chętni do wsparcia renowacji dachu kina przez udział w aukcji mają czas do niedzieli 8 grudnia.

Alan Lee, „Forest Dwellers”, praca wykonana na dachówce

Dziękujemy Damianowi za informację.

Źródła:
https://www.curzon.org.uk/art-on-the-tiles/
https://www.ebay.co.uk/itm/Drawing-by-illustrator-Alan-Lee-Forest-Dwellers-Art-on-the-Tiles/193236444208
https://www.ebay.co.uk/itm/Original-painting-Verity-Filipow-Aardman-Flame-of-Udun-Art-on-the-Tiles/193236402042
https://www.ebay.co.uk/itm/Original-sculpture-by-Clarissa-James-Gold-glorious-gold-Art-on-the-Tiles/193236459944

Psylla frodobagginsi – nowo odkryty gatunek insekta z Nowej Zelandii

Amazon niedawno uznał, że Nowa Zelandia to Śródziemie. Ale jakże by twierdzić inaczej, skoro nauka też potwierdziła, że można tam natrafić na Froda Bagginsa. Czy też raczej na Psyllę forodbagginsi. Psyllidae to rodzina insektów zamieszkująca drzewa, a jej poszczególne gatunki upodobały sobie różne typy roślin. Od 87 lat naukowców zastanawiała różnorodność spotykana wśród przedstawicieli Psylla apicalis, żyjących na drzewach kōwhai; jaśniejsze skrzydła, inny układ plamek, rozmiar itp. Niedawno tajemnicę rozwiązali Francesco Martoni i Karen Armstrong z Bio-Protection Research Centre na Lincoln University. Zbadali dokładnie przedstawicieli owada pojawiającego się wielu różnych lokalizacjach, w tym w terenach miejskich. Ich wniosek: to co dotąd uznawano za jeden gatunek, to tak naprawdę dwa. Pozostał przywilej nazwania tego drugiego. Ponieważ jego przedstawiciele byli nieco mniejsi, a miejscem odkrycia była Nowa Zelandia, postanowiono zainspirować się hobbitami. Padło na najbardziej podręcznikowy przykład hobbita, czyli Froda. W ten sposób w literaturze entomologicznej pojawiła się Psylla frodobagginsi. Naukowcy zaproponowali też, by Psylla apicalis nosiła powszechną nazwę większej psyllidy kōwhai, a Psylla frodobagginsi hobbickiej psyllidy kōwhai.

Psylla apicalis, która doczekała się pokrewieństwa z hobbitami, fotografia: S.E. Thorpe (Wikimedia Commons)

Źródła:
https://www.tvnz.co.nz/one-news/new-zealand/nzs-newest-insect-named-after-hobbit-in-lord-rings
https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0221316

Minas Tirith na Comic-Conie w San Diego

Zakończył się Comic-Con w San Diego, jedna z najważniejszych imprez tego typu na świecie. Wielkich tolkienowskich nowin chyba nie ogłoszono, a przynajmniej Internet jeszcze o nich nie huczy. Trzeba będzie rozejrzeć się za pomniejszymi wieściami i może uda się skompilować z tego jedną czy dwie wiadomości. Zaś ten wpis dedykowany jest cosplayerce, działającej pod pseudonimem Lord of the Seams, która na imprezę wybrała się w tolkienowskiej kreacji. Kreacji taki ciekawej, że zwróciła na nią uwagę nawet ekipa Weta Workshop – wiecie, ludzie odpowiedzialni za stroje i dekoracje w dwóch Śródziemnych trylogiach Petera Jacksona. Za kogo Lord of the Seams się przebrała? Pytanie to nie jest do końca poprawne, bo właściwa odpowiedź to: za Minas Tirith. Tak, za całe miasto. Być może ktoś będzie postulować, że kreacja jednak przedstawiała Amon Tirith, czyli wzgórze na którym miasto stało lub lub Mindolluinę – górę u stóp której stało. Istotne jest to, że mamy tu kolejny dowód, że wyobraźnia i kreatywność nie mają granic.

Lord of the Seams jako Minas Tirith, zdjęcie z facebookowego profilu Weta Workshop.

Dom Tolkiena przy Northmoor Road 20 w Oksfordzie na sprzedaż

Biuro nieruchomości Breckton & Breckton ma obecnie w swojej ofercie coś, co może zainteresować miłośników twórczości Profesora – oksfordzki dom w którym J.R.R. Tolkien mieszkał wraz z rodziną od 1930 do 1947 roku. Budynek przy Northmooor Road 20 w Oksfordzie został nawet w 2002 roku oznaczony specjalną niebieską tabliczką upamiętniającą pisarza. Dom ma powierzchnię 4000 stóp kwadratowych i jest opisywany jako posiadający większy niż typowy ogród. Tradycyjną brytyjską miarą nieruchomości jest liczba sypialni – w tym przypadku jest ich aż sześć, do tego szereg innych pomieszczeń. Duże okna powodują, że dom dobrze oświetlony dziennym światłem. W okolicy jest sporo restauracji i sklepów. Są też szkoły, w tym Dragon School – czy może być lepsza nazwa dla szkoły w tolkienowskich okolicach? Do tego łatwy dojazd do dróg A40, A34 i M40 oraz stacja kolejowa Oxford Parkway w zasięgu dwóch mil. Jeżeli kogoś oferta przekonała i chce zamieszkać jak pisarz lub wykorzystać dom na otworzenie muzeum (bo tych, wbrew pozorom, wielu nie ma), wystarczy niecałe 5 000 000 funtów.

Dom przy Northmoor Road 20, fotografia: Jpbowen (Wikimedia Commons)

Źródło: https://www.rightmove.co.uk/property-for-sale/property-83032907.html

Gra słowna autorstwa Tolkiena na aukcji

J.R.R. Tolkien przeszedł do historii jako pisarz. Oczywiście, nie można też zapomnieć o jego talentach lingwistycznych. I o tym, że tworzył ilustracje do swoich książek. Co jednak powiecie na Tolkiena – autora gier? Od razu trzeba dodać, że nie chodzi tu o gry planszowe czy karciane (choć kto wie co biurko Profesora jeszcze skrywa) a o gry słowne. Zasady jednej z nich, ręcznie spisane przez Tolkiena, można właśnie nabyć na aukcji prowadzonej przez dom aukcyjny Bonhams. „Word-extraction” bo tak zatytułowano dokument, to zabawa w konstruowanie słów ze słowa bazowego, za każde słowo otrzymuje się punkty według opisanych zasad. Całość, licząca siedem reguł, została spisana na odwrocie kartki ze spisem książek. Dokument był w posiadaniu Denisa Tolhursta, który był lekarzem Profesora kiedy ten mieszkał w Bournemouth, oraz jego żony Joyce. To oraz data umieszczona na spisie książek pozwalają datować dokument na rok 1968. Chętni do zagrania w grę mogą oczywiście przeczytać zasady wprost z udostępnionych grafik, ale jeżeli ktoś chcę posiadać oryginał, może wziąć udział w licytacji, która odbędzie się 26 czerwca w Londynie. Cena dokumentu to 1500–2000 funtów. Oprócz wspomnianego rękopisu zasad, na tej samej aukcji licytowane będą książki autorstwa Profesora (m.in. drugi druk pierwszego wydania „Hobbita” z 1937 roku) czy list który profesor wystosował państwa Tolhurstów.

„Word-extraction”, gra słowna opisana przez J.R.R. Tolkiena

Źródło: https://www.bonhams.com/auctions/25355/lot/253

Aenigmachanna gollum – nowo odkryty gatunek ryb

Zdaje się, że ostatnim razem były to dwa pająki z rodzaju Ochyrocera. Nie, od tamtego czasu były przecież jeszcze Bagginsowe krewetki. Wśród naukowców pełno jest miłośników twórczości Tolkiena, od mikrobiologów przez zoologów po astronomów. I gdy nadarza się okazja, nazywają swoje odkrycia Śródziemnymi mianami. Tym razem kolej na rybę.

Żmijogłowowate to rodzina drapieżnych ryb zamieszkujących Azję i Afrykę. Jednak tę znalezioną w indyjskim stanie Kerala wyróżniało to, że zamiast żyć w otwartych rzekach, wolała wody podziemne. Pierwszy raz usłyszano o niej za pośrednictwem mediów społecznościowych, kiedy ktoś wrzucił zdjęcie nieznanej sobie ryby. Kolejne zdjęcie ukazało się po powódzi, która nawiedziła stan – rybę na polu ryżowym sfotografował mieszkaniec wsi Oorakam. Na to zdjęcie z kolei natrafił Rajeev Raghavan z Kerala University of Fisheries and Ocean Studies i wysłał zespół, by wykonał więcej zdjęć. Nowo odkrytą rybę nazwano Aenigmachanna gollum. Nad jej badaniem i opisaniem pracowali Ralf Britz, V.K. Anoop, Neelesh Dahanukur i Rajeev Raghavan. Być może nie spodziewali się skali odkrycia.

Choć podziemne życie wśród żmijogłowowatych jest nietypowe, jeszcze większą ciekawostką jest to, że A. gollum nie wykazuje jakichś szczególnych cech wskazujących na taki tryb życia. Może to sugerować, że albo zszedł pod ziemię stosunkowo niedawno, albo żyje gdzieś między dwoma środowiskami. Idąc dalej, afrykańskie i azjatyckie żmijogłowowate są dwoma różnymi rodzajami: Parachanna i Channa. Ta ryba wyraźnie kilkoma cechami odróżniała się od obu rodzajów, miała długie i węgorzowate ciało, liczne łuski oraz utrzymanie pławności w słupie wody. Badanie kodu genetycznego ryby wykazało, że to trzeci, dotąd nieznany rodzaj, nazwany właśnie Aenigmachanna. Pierwszego jego przedstawiciela nazwano gollumem właśnie przez to zejście do podziemi.

Aenigmachanna gollum

Źródło: https://www.nhm.ac.uk/discover/news/2019/may/new-species-of-subterranean-fish-named-after-the-lord-of-the-rings-character.html
Artykuł w czasopiśmie „Zootaxa”: https://biotaxa.org/Zootaxa/article/view/zootaxa.4603.2.10

Ma 90 zwierzaków, większość nazwanych imionami z Władcy Pierścieni

Swego czasu Rada Języka Polskiego opublikowała listę imion niezalecanych, na której znalazł się Boromir. I można by zastanawiać się czemu tylko Syna Gondoru spotkał taki los, co z innymi Gandalfami i Aragornami? Ale można też sobie postawić pytanie o sens nadawania dzieciom imion z książek, filmów czy seriali. Na szczęście, dla osób, które chciałby nazwać tolkienowskim imieniem jakąś bliską sercu istotę, są otwarte drogi, które nie budzą żadnych kontrowersji. A konkretniej nazywanie tymi imionami zwierząt domowych. Zasadę tę wzięła do serca Adri Rachelle z Atlanty, która większość zwierząt w swoim domu nazwała imieniem z Władcy Pierścieni. Trudność polegała na tym, że większość nie oznacza tu 4 z 5 kotów czy 9 z 10 złotych rybek. Adri ma 90 zwierzaków, w tym psy, koty, krowy, konie, alpaki, gekony, kaczki czy pytona. A wśród nich muł Bilbo Baggins, koza Gandalf, spaniel Frodo i koty Faramir i Boromir. I jak przyznaje Adri, tolkienowskie imiona powoli się kończą.

John Howe, Kucyk Bill – pierwsze zanotowane zwierzę noszące imię po postaci z Władcy Pierścieni

Źródło: https://metro.co.uk/2019/02/18/animal-lover-has-90-precious-pets-and-has-named-them-after-lord-of-the-rings-characters-8659331/

Sauron nawiedził San Francisco

Jedenaście tysięcy ludzi na całe San Francisco, liczące przecież ponad 800 tysięcy mieszkańców, to nie jest zatrważająca liczba. Liczba ta wyda się jeszcze mniejsza, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że akcja działa się w Internecie, więc dostępna była dla całego świata. A właśnie tylko ludzi (dokładniej 11 319 osób) podpisało petycję o zamianę Salesforce Tower na jedną noc w Barad-dûr. I to wystarczyło. Choć jeszcze w połowie października Marc Benioff, CEO Saleforce, wydawał się niechętny pomysłowi, to w środowy wieczór, czyli w Halloween, szczyt wieżowca należącego do tej firmy wyświetlił animację przedstawiającą oko spowite płomieniami. Czyli z szalonym pomysłem i odpowiednią grupą poparcia, można realizować różne tolkienowskie pomysły. Może teraz pora na krok naszego lokalnego Mordoru na Domaniewskiej?

Oko Saurona wyświetlane na Salesforce Tower (fot. George Gavin, Instagram)

Źródło: https://www.businessinsider.com/salesforce-tower-lights-up-eye-of-sauron-for-halloween-2018-11?IR=T